To nie sztuka wybudować nowy dom. Sztuka sprawić, by miał w sobie duszę...

czwartek, 19 września 2013

Wielmożna Pani Indywidualność

Ci co mnie znają wiedzą, że uwielbiam się wyróżniać bo ja po prostu

Moda jest  fajna ale dlaczego wszyscy muszą wyglądać toćka w toćkę tak samo. W sumie to nic dziwnego skoro kupujemy w sieciówkach a cudowne perełki mają tylko nieliczni. Dlatego ja omijam sieciowki i kupuje w nich w ostateczności kiedy już na prawdę ciężko mi coś fajnego znaleźć.  Ale przecież łatwiej jest w ten sposób robić zakupy. Tak też myśleliśmy i my, jadąc do architekta z wybranym typowym projektem. 

 Rozsypałam  Panu na biurku kartki naszego Wymarzonego i skrupulatnie zaczęłam opowiadać o zmianach jakie zamierzamy w nim dokonać. Tu ma być okno a tu nie, tu drzwi zmniejszymy a tu wstawimy. Ta ściana to tu za bardzo wystaje, a ten taras to inaczej ma wyglądać. Co Pan o tym sądzi? Pan w skupieniu słuchał, skrupulatnie odpowiadał na moje pytania, dzielił się przemyśleniami aż w końcu zapytał : " A może by tak projekt indywidualny".
Taaaaa - pomyślałam w duchu i od razu przygotowałam się na kwotę z kosmosu.
No tak ale czy to nie prawda - po co kupować projekt Z92 kiedy to po wprowadzeniu zmian będzie  już zupełnie inny projekt, niby podobny ale przecież inny.

Uwielbiam swoja indywidualność, czyli wyszło to samo co przy szyciu sukni ślubnej. Nie mogłam iść do salonu musiałam szyć według własnego projektu. No ale to przecież NASZ Wymarzony, będziemy w nim mieszkać na co dzień, więc dlaczego mam sobie pluć w brodę, że ta cholerna ściana mi przeszkadza w tym miejscu. I dlaczego nie mam mieć garderoby tylko jakąś śmieszną szafę wnękową.

Pogadaliśmy, popytaliśmy co nam jeszcze potrzebne , poprosiliśmy o namiar na geodetę i wyszliśmy.... Po przejściu niecałych 10 m podjęliśmy decyzję. Wróciliśmy do Pana i kazaliśmy mu zacząć rysować. To się nazywa szybka decyzja. Jego wyraz twarzy bezcenny, był święcie przekonany, że wróciliśmy tak szybko bo coś się nam za bramą przypomniało. 

Więc robimy projekt indywidualny na bazie tego 

parter

poddasze

D.

środa, 18 września 2013

Niczym żaba

Znacie ten dowcip?

 Lew zwołał na polanie zebranie wszystkich zwierząt i mówi:
- Słuchajcie, bałagan się tu u nas w królestwie zrobił, trzeba zrobić porządki, zorganizować się jakoś. Na początek się podzielimy: mądre na lewo, piękne na prawo.
Zakotłowało się, zamieszanie, dym itd. Po chwili gdy kurz opadł okazało się, że zwierzęta stoją w dwóch grupach. Wszystkie oprócz żaby, która siedzi po środku.
Lew spojrzał na nią podejrzliwie.
- A ty żaba co?
- No przecież się nie rozerwę! 

Ja właśnie od ponad pół roku czuje się jak ta żaba wybierając projekt naszego Wymarzonego. Wiadomo ograniczają nas koszt, żeby jak najwięcej zrobić z oszczędności a później pomału bez pośpiechu wykańczać i ładować się kredyt tylko w ostateczności i nie na jakąś holendarną kwotę.  I tutaj cały czas walczę z układem pomieszczeń, naszymi oczekiwaniami i wielkością użytkową domu. No niby to kurna wszystko takie proste... Projektów tysiące i weź je człowieku wszystkie klikaj i oglądaj aranżując w myślach i zastanawiając się czy coś możnaby zmienić. 

Na całe szczęście z pomocą przyszła moja POŁOWA z decyzją "schodzimy z kosztów, niewielki, prosta bryła, dwuspadowy dach, bez piwnicy i bez garażu" ... To mnie pomógł ...Aaaaaa!!!!!  To co się kurna ma zmieścić na tylu metrach żeby to było użytkowe??? No nic zaczęłam szukać w tym samym czasie szukaliśmy działki. 

Naszą batalię z projektami zaczęliśmy od...

Dominik MG Projekt

ale po zmianie ustaleń wyszło że odpada przez dach i wielkość

Zeszliśmy więc do niskiego pułapu 

Przy Imbirowej Galeria Domów
ale na 82 m pomieścić 4 pokoje, kotłownie i spiżarnie na większe zakupy to chyba jednak trochę za dużo. Pamiętać należy, że muszę MIEć pracownię z której nie zrezygnuję!!!!!. Ale zakochałam się w tarasie, którego nie odpuszczę i kiedyś też powstanie.

Widzimy więc, że potrzebne nam jednak dodatkowe metry, wertujemy dalej. Kolejne zarwane noce i kolejne setki przejrzanych projektów i  oto on.... 

Z101 Studio500
Oczywiście kilka rzeczy do poprawki, bo jakżeby mogło być inaczej w moim przypadku. I tylko problem z tą kotłownią ale może da się to jakoś przejść. Skonsultujemy, przedyskutujemy

I już byliśmy pewni na 100% a tu znalazłam stary katalog i nasz konsultowany już z murarzem pierwszy projekt i z naniesionymi na niego zapiskami

Małgosia MGProjekt
Inne usytuowania ale większa kotłownia, do przejścia, lecz jeśli myślimy o paliwie stałym to może jednak nie ma co kombinować. Wrrryyyyy....  Kurde trzeba by w końcu pójść do projektanta a my wciąż nie możemy się zdecydować. 

No czuję się jak ta żaba ... Ale, ale.... może znaleźliśmy kompromis?? 

Z92 Studio500
Tak to byłoby to... lekkie zmiany i GIT!!!. Dziś idziemy do projektanta zobaczymy co nam powie..... Bo czas ucieka a jeszcze w tym roku chcemy złożyć papiery do Pozwolenia Na Budowę. 

Ktoś kiedyś mi powiedział, że zakup działki to dopiero początek .... ciężkiej logistycznej batalii. I wcale, a wcale się nie pomylił.

D.

wtorek, 17 września 2013

Niczym woda...

Niczym woda drąży kamień tak w nas dojrzewała myśl o zmianie naszych kilku metrów. Z dnia na dzień coraz bardziej sfrustrowani wielkością naszego M i ilością masakrycznie potrzebnych rzeczy zaczęliśmy szukać nowego lokum. Bo jak tu się pomieścić w dwóch dorosłych, z małym dwuletnim huraganem i wiecznie ziejącym chow-chowem.... a zapomniałam jeszcze o stercie zabawek i moich "artystyczno-twórczych" sprzętów.  No właśnie 30m2 to stosunkowo za mało. Dużo za mało aby móc spokojnie otworzyć szafę i nie zostać zabitym spadającym blokiem technicznym wepchanym do pełnej już papierów półki. 

Zaczęliśmy więc poszukiwania może jakieś większe gniazdko w okolicy. Niestety standard wykończeń tych mieszkań i generalny remont za cenę w jakiej je widzieliśmy zakrawał o pomstę do Nieba. Bo wiadomo myśl o kolejnym potomku coraz bardziej mi doskwiera i nie ma co o tym marzyć bez dodatkowego pokoju. Wyliczając wszelkie ZA i PRZECIW wyszło na to, że potrzebujemy 3-4 pokoje, balkon aby nasze stworzenie miało choć namiastkę wolności ( aktualnie mamy okno z tzw barierką francuską - co oznacza okno balkonowe bez balkonu !! Ot tak se wymyślił któś) miejsce parkingowe (a najlepiej garaż) i znośną okolicę. Wszak dziecię nie będzie się wychowywać w szemranej części miasta. Jak już powiedzieliśmy nasze warunki na głos, wewnętrzne JA zaczęło nam podpowiadać " a może się nie rozdrabniajcie, może by tak mały domek z ogródkiem..." No tak, co prawda to prawda żadno z nas nie wychowywało się na blokowisku, gdzie zna się co najwyżej kilku sąsiadów a nie całą ulicę. Sąsiedzi z daleka krzyczeli "Dzień dobry" a tu jeszcze przed tobą uciekną aby nie musieć Ci wózka z dzieckiem pomagać wnosić po schodach. Taaaak uwielbiam niektórych naszych sąsiadów......

Suma sumarum zaryzykowaliśmy i zaczęliśmy szukać działeczki ślicznej małej niedaleko nas...... Bo po co nam wielka, ale jak się okazało obejrzeliśmy ich kilkanaście zaczynając od tych 800 m aż po takie 1500m. Z gazem, bez gazu, z wodą nie tylko w drodze ale i na działce, nie wspomnę o tych działkach co były "aaa tam za stodołą".  Aż, w końcu trafiliśmy ... na kawał ziemi... zawezwaliśmy geologa. Przyjechał aż znad morza, obadał, omierzył, wydrążył ziemię, pozachwycał się okolicą i powiedział " Dobrze jest".

Tym to oto sposobem trafiliśmy do notariusza, nasza latorośl zasnęła przed wejściem na odczytanie aktu, dzięki czemu nikt nie mógł już powiedzieć, że był tak interesujący, że usnęła. Zrobiliśmy pierwszy WIELKI krok a ona go po prostu smacznie przespała. To się nazywa mieć wszytsko w ... nosie.  I od tegoż dnia jesteśmy ZIEMIANINAMI. Huraaaaa!!!! Dzieje się.....

A to dopiero początek....

D.